Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mała Rawka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mała Rawka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 października 2015

Wielka Rawka i Mała Rawka, Bieszczady


W tym roku wróciliśmy na jeden z ulubionych bieszczadzkich szlaków (nie tylko naszych) - zielony (a potem żółty) szlak z Przełęczy Wyżniańskiej na Małą i Wielką Rawkę.

Aby urozmaicić sobie wędrówkę, wracaliśmy szlakiem niebieskim do Ustrzyk Górnych. A właściwie do parkingu przy drodze głównej, skąd próbowaliśmy łapać stopa wysyłając najbardziej reprezentacyjnego osobnika naszej rodziny do machania łapką. Niestety na uśmiechy Bartka nikt się nie załapał, w końcu zlitował się jednak nad nami kierowca autobusu i zatrzymał się mimo braku przystanku. Dojechaliśmy autobusem do Przełęczy Wyżniańskiej, na której wcześniej zaparkowaliśmy.


















piątek, 3 sierpnia 2012

Bieszczady. Mała Rawka i Wielka Rawka.



Kiedy stanęłam z Kubą (6,5 lat) na szczycie Wielkiej Rawki, oniemiałam z wrażenia. Długo nie mogłam przestać kręcić się dokoła własnej osi. Widok zapierał dech w piersiach!

Gdzie nie spojrzeć magiczne, przepiękne góry i połoniny. Dziko. Zielono. Czas zatrzymał się w miejscu. Przyroda, garstka wędrowców, chmury, słońce, cudnie malujące się góry i my.

Mogłabym tam stać godzinami i nie znużyłby mnie pierwotny widok roztaczający się dokoła. Niestety czas było wracać na Małą Rawkę, na której zostawiliśmy tatę z wymęczonymi trojaczkami (lat 3,5).

Dzieciaki weszły na Małą Rawkę o własnych siłach, ciężko było nam iść przez większość czasu bo szlak stromy i kamienisty ale po kilku godzinach wspinaczki daliśmy radę. Na Rawce wypompowany Filip stwierdził, że chce się .... przespać, rołożyłam więc maluchy na bluzach pod niedużym drzewkiem, tata ulokował się obok a Kuba i ja wyruszyliśmy jeszcze na Wielką Rawkę. Z Małej to już rzut beretem.

Było warto. 

Jeszcze stąd nie wyjechaliśmy a już planujemy powrót w Bieszczady na jesieni. Zauroczyły mnie te góry. Od Cisnej w dół cypla Bieszczadzkiego jest spokój, jest pusto, dziko i zielono. Zaplecze turystyczne marne ale dzięki temu nie ma tłumu turystów, straganów, tandety i wakacyjnego jarmarku. Można za to spotkać wędrujące poboczem grupy młodych ludzi w trekach z plecakami i karimatami, łapiących stopa kiedy nagle zaczyna padać deszcz, są surowe schroniska bez prądu i bieżącej wody, pola namiotowe, zapomniane wsie i maleńkie sklepiki, w których skupia się życie towarzyskie.  

Nie myślałam, że taki świat jeszcze istnieje. Wspomnienia z czasów licealnych i studenckich wróciły, widzę siebie gdzieś w namiocie pod schroniskiem i na szlaku, tyle że prawie dwadzieścia lat minęło i teraz czas nauczyć moje dzieci miłości do gór. Chyba idzie nam nieźle, choć wygody młodzież ma z całkiem innej półki...


Cdn. kiedy wrócę do Krakowa. Połączenie, jak przystało na miejsce, jest fatalne i zdjęcia ładują się godzinami :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...