Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzaki. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 stycznia 2016

No i nie przeszła bokiem ta zima...


W wyniku szeroko zakrojonej (acz spóźnionej) interwencji zimy, wygoniłam z domu dzieci oraz psa. Sama pognałam za nimi z aparatem bo pojedynczne ale niezaprzeczalne płateczki śniegu zrobiły nam na osiedlu bajkowy krajobraz. A przyjemności dla duszy i pozytywnych doświadczeń nigdy dosyć, prawda?

Dwa tygodnie przerwy świątecznej minęły nam rewelacyjnie. Dzieci odpoczęły, znalazły czas na wspólną zabawę, na nudę i wynikające z niej kreatywne pomysły. Nacieszyliśmy się sobą, naładowaliśmy baterie i od jutra znowu... szkoła. Kuba już zaczął się denerwować, tiki głowy i nerwowe pochrząkiwania powróciły, martwi się na zapas średnią i egzaminem w szkole muzycznej. Trojaczki na luzie, mają wszystko w małym paluszku, zresztą umówmy się - z perspektywy czwartej klasy nauka w klasie pierwszej to jakiś śmiech na sali, nie nauka. Czy tak samo powiem o czwartej, gdy oni tam dotrą a Kuba posmakuje nauki w pierwszej gimnazjum? A może trojaki po prostu jakieś zdolniejsze są i wszystko przychodzi im tak łatwo? A może to ja odpuściłam z ciśnieniem na "Naj..."?


























A na koniec dla porównania wspomnienia sprzed pięciu lat: nasza pierwsza zima w Polsce w roku 2010. Piękna, śnieżna. Sanki nadal te same, dzieci nadal te same, tylko Batona nie ma już z nami. A nowy pies tak pięknie Go przypomina...










wtorek, 29 grudnia 2015

Pieski film


Amator kąpieli i spacerów.
Miłośnik zabaw z dziećmi i z własnym ogonem.
Zapalony piłkarz.

Ciągle żyjemy bardziej szczeniakiem niż czymkolwiek innym, stąd kilka kadrów z ostatnich tygodni dla miłośników psów. I dla siebie na pamiątkę ;)


poniedziałek, 23 listopada 2015

No to jestem








To, że kiedyś nowy pies pojawi się w naszym domu było pewne. Ale nie chciałam niczego przyspieszać. Nic na siłę. Musiało minąć sporo czasu po śmierci Batona, żeby odczekać, zapamiętać, odżałować. Przeżyć żałobę po prostu.

Potem zaczęliśmy przyzwyczajać się do wygodnego życia bez psa: w domu czyściej, w ogrodzie ładniej, roboty jakby mniej, obowiązków mniej, wakacje tańsze bo hotel dla zwierzaków kosztuje... Było tak dobrze, że już nawet wyjść z domu się nie chciało, bo jak to tak bez celu po okolicy krążyć. I nikt już tak wspaniale nie witał nas po powrotach, bo koty, no coż... koty to trochę inna bajka.  

I w końcu wyszło jakoś tak naturalnie, że oboje z mężem doszliśmy do wniosku, że z różnych względów chcemy żeby mieszkał z nami pies. Pod koniec lata zaczęliśmy rozglądać się za hodowlami owczarków w Małopolsce, 16 września urodziły się pieski, wybraliśmy szczeniaka, oczekiwaliśmy aż urośnie i w końcu od środy JEST.

Ma na imię Odi i jest klasycznie rozkosznym szczeniakiem. Uwielbia podgryzać kapcie, kradnie buty z szatni, szczeka na koty, pływa w misce z wodą, zasypia co chwilę jak niemowlak, sika pod siebie, potyka się o własne łapy, piszczy z radości na nasz widok i jest strasznie słodką przytulanką. I tak, pracy jest więcej i obowiązków więcej ale... mamy poczucie, że jesteśmy nareszcie w komplecie :)


 Pierwsze odwiedziny w hodowli we wrześniu.




Dodane 1 grudnia: szczeniak rośnie jak na drożdżach. Po tygodniu (!) ten sam pies ze zdjęć powyżej waży o 2 kg więcej i wygląda już tak:







wtorek, 30 września 2014

Baton

Jadąc na wakacje parę dni temu pomyślałam, że po powrocie muszę Mu zrobić więcej zdjęć a nie ciągle tylko te koty... Nie zdążyłam. Baton odszedł we śnie, spokojnie i bezproblemowo. Jak to zwykle On. Mój mądry, kochany przyjaciel. 

Wczoraj zrobiliśmy Mu pogrzeb, dzieciaki narysowały laurki, zebraliśmy kwiaty z naszego ogrodu i położyliśmy na grobie. A ja co spojrzę na Jego zdjęcie, ryczę jak bóbr. Kochane psisko, nic i nikt Go nie zastąpi. Przeżył z nami tak wiele a i tak mam wrażenie, że odszedł przedwcześnie. Dokładnie dziewięć miesięcy po tym, jak pojawił się w naszym domu Baton, urodził się ... Kubuś. To było trochę tak, jak z adopcja dziecka u par, które bezskutecznie próbują zajść w ciążę a kiedy po adopcji sobie odpuszczą, często okazuje się, że kobieta jest w ciąży...

U nas było podobnie. Dzięki słoneczności, jaką wniósł w nasze życie Baton wczesną wiosną 2005 roku, wyszłam z czarnej dziury, w jaką wpadłam na blisko rok po poronieniu pierwszej ciąży, traumie związanej ze stratą dziecka i niskiej samoocenie stąd wynikającej. Właściwie to kochane psisko powinniśmy byli nazwać "Bocian", nie "Baton" :)  

We're going to miss you, Buddy!
(2004-2014)























Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...