Natknęłam się na stary folder pt. 'Przyjęcia' na archiwalnym dysku. Ten grafik poniżej jest sprzed Thanksgiving 2009 roku, czyli wtedy, kiedy trojaczki nie mały nawet roku, Kuba miał niecałe cztery, ja nadal pracowałam zawodowo na pełen etat, a do tego byliśmy w trakcie sprzedaży domu w USA [klik na starego bloga] i przewalaly sie przez niego tłumy zwiedzających.
Patrzę na tę tabelkę i nie wierzę. Że dałam radę, że mi się chciało i że potrafiłam tak dokładnie wszystko zaplanować i zorganizować. Że od 17-stej to już szaleństwa, o 12:30 spanie a o 15:45 przebieranie pieluch :)
Gdzieś mi to uciekło. Ostatnio nic mi sie nie chce. A już najmniej przyjmować gości. Mam nadzieję, że to się zmieni, bo kiedyś mój dom, czy to w USA czy w PL, słynął z fajnych przyjęć. Starość??








