Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedszkole. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedszkole. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 28 czerwca 2015
Zapuszkować czas
Jeśli można zapuszkować czas, to właśnie w taki sposób. Nie wiem dla kogo bardziej łapałam w kadrze te scenki: dla nich, czy dla siebie? Ale cieszę się, że są, że zdążyłam z pomysłem i wykonaniem na koniec przedszkolnego etapu. Dla nich to całe ich życie teraz i wczoraj. Dla mnie to całe życie teraz i wczoraj.
Kawałki tych beztroskich, przedszkolnych dni zapuszkowałam w filmie. Za dwa dni trojaki skończą przedszkole. Najpierw długo było domowe, a przez ostatnie dwa lata to prawdziwe, ukochane. Skończymy ten etap raz na zawsze.
I tak bardzo mi szkoda...
Znajome zakręty zastąpimy innymi. Buzie wydorośleją. Rutyna dnia też będzie inna. Niedługo spojrzymy na klatki filmu z zaskoczeniem, odkryjemy jak bardzo zmienili się przez rok, dwa albo dziesięć. Samo życie. Normalny bieg rzeczy.
A jednak warto, warto łapać czas w kadrze, na papierze, na płótnie, w szufladzie. Warto chować głęboko. Tygodnie uciekają jak zwariowane a dzieci zmieniają się z soboty na niedzielę... Nie pojmuję, jak niedawno byli jeszcze tacy mali i tacy... trudni.
wtorek, 5 maja 2015
Szkoła za pasem
Jakże inaczej wyglądają przygotowania przed pierwszą klasą z trójką dzieci.
Z Kubą wchodziliśmy w pierwszą klasę na żywca. Mały Kuba miał przede wszystkim czas na zabawę w przedszkolu i w domu. Do czytania Go nie ciągnęło, od książek ważniejsze były wyprawy w nieznane z psem, mamą i rodzeństwem. Tak było dobrze, tak moim zdaniem powinno wyglądać wczesne dzieciństwo.
A jednak w szkole tempo okazało się szybkie. Co prawda we wrześniu 2012 rzeczywiście Kuba nie musiał umieć czytać ani pisać, ale w listopadzie już tak ;) Zaczął się wyścig z czasem, bo polska szkoła to nie przelewki i zaraz się okazało, że trzeba czytać lektury, rozwiązywać pisemne testy z angielskiego a dziecko ledwo to ogarnia. Pierwszą klasę pamiętam głównie z długich popołudniowych godzin spędzonych z Kubą na nauce.
Z trojaczkami takiego tempa sobie nie wyobrażam, zaczęliśmy więc odrabiać "zadania domowe" wcześniej. Czytamy, piszemy, rysujemy, liczymy. W przedszkolu są równie dobrze przygotowywani, więc czytanie i pisanie nie będzie dla Nich taką nowością. Poza tym chęci są przeogromne, nowe tornistry prawie nie znikają z trojaczych plecków, piórniki przygotowane, dzieciaki czekają tylko na START.
Ooooooby do września!
niedziela, 2 marca 2014
wtorek, 5 listopada 2013
P jak przedszkole
Gdyby za dzień albo na wiosnę coś miało się zmienić, zapiszę sobie tu, w pamiętniczku, że dziś i wczoraj i miesiąc wcześniej było i jest dobrze. A nawet bardzo dobrze jest.
Czy dzieci polubiły przedszkole? Dzieci pokochały przedszkole!
Pokochały wychowawców, polubiły obiady, Izę, Adę, Antka, francuskie warkocze zaplatane równiutko przez panią Karolinkę, polubiły zajęcia z tańca, i plastykę, angielski, i te codziennie godziny z kartami pracy chyba najbardziej, bo karty pracy to jest coś, w domu wcześniej były tylko kartki ;)
Pokochały się dziewczyny dosłownie w bliźniakach ze swojej grupy. Jedna wzdycha do Francesco, druga do Giacomo [przy czym rozróżnienie tych identycznych, przesłodkich chłopaków następuje po kolorze... kapci, jak rozumiem]. Gucio znalazł przyjaciela w imienniku brata - Kubie - miłośniku gonitw policyjnych i Gormitów. Dobrali się i ścigają przestępców całymi dniami w cywilu ;)
Trojaczki mają swój własny świat. Mają swoich przyjaciół i swoje nowe role, co najbardziej mnie cieszy. Karolcia coraz mniej pozwala siostrze sobą rządzić, na co ma wpływ wyższa samoocena wyniesiona z przedszkola. Zmiana otoczenia zdecydowanie wyszła Karolince na dobre: wyszła z roli popychadła radzącego sobie w grupie głównie pięściami i płaczem i zrobiła się z Niej fajna dziewczynka, która ma swoich własnych przyjaciół, swoje własne zdanie i z którą siostra... zaczęła się liczyć ;) Ironicznie, przdszkole zbliżyło dziewczyny, są dla siebie teraz bardziej przyciaciółkami z przedszkola niż rywalizującymi siostrami. Po powrocie do domu biorą kota pod pachę i bawią się razem pięknie w przedszkole, ustalają wspólnie grupy, dzielą lalki i kucyki w pary, rozdają... karty pracy, wychodzą z "dziećmi" na plac zabaw, śpiewają z nimi, strofują je z lekka i to wszystko przez dwie, trzy godziny do kolacji w zgodzie i harmonii!!! Niebywałe.
Gabrysia błyszczy intelektem na tle rodzeństwa, chętnie i łatwo się uczy, Filip rozczula mnie pedantyzmem i łagodnością w podejściu do jakiegokolwiek tematu. A cała trójka ma nareszcie okazję porządnie się za mną stęstknić, odbieranie Ich z przedszkola jest najlepsze. Tyle uczuć i rączek ściskających mi szyję oraz rysunków podstawianych jednocześnie pod nos Mamo Zobacz Ale Zobacz Moje Tutaj Zobacz Jakie Zrobiłem choć ciężkie do ogarnięcia w tym momencie zawsze zwala mnie z nóg. Czasem dosłownie :)
A ja? Co porabiam kiedy nie ma dzieci? Moje dni są.... jakby to napisać.... wspaniałe :) Te ze zleceniami już mniej, choć przecież niezbędne. Te, w które sięgam po smycz, ubieram czerwone buty i znikam w lesie na sto minut lubię najbardziej.
Czas - okazało się - istnieje, chęci się znalazły, wyszłam z kuchni, zakręciłam włosy, pomalowałam paznokcie, zapisałam się na lekcje gitary. Niedaleko znalazłam kosmetyczkę a za rogiem przyjaciółkę od spacerów. Okazało się, że do teatru można pójść na jedenastą a potem na przykład wyskoczyć na sałatki do Chimery na krakowskim rynku.
Korzystam z chwil dla siebie świadomie i bez wyrzutów sumienia.
Taka sytuacja...
:)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



































