sobota, 11 stycznia 2020

(Nie)łatwe powroty z emigracji [Wspomnienia]

Z serii "Wspomnienia" | 6 lutego 2011

Karetka pod bramą po raz trzeci w lutym. Dziś mamy szósty.
Lekarskie wizyty domowe u chorych dzieci – obiekt westchnień w Stanach. Cieszą,
choć przecież nie powinny :)
Czasem tak ciężko odpowiedzieć zwięźle i logicznie dlaczego i po co z Ameryki do Polski wróciliśmy po tylu latach. Bo przecież TAM to…! 
No więc TAM to nie ma, na przykład, wizyt domowych.  
TAM jest wiele rzeczy, które cieszą. Takich, co wcale nie cieszą jest też całkiem sporo. Kraj jak wiele innych, moim zdaniem przereklamowany i jak w reklamie – nie każdy go kupi. Zależy, co cieszy i jaka alternatywa.    
Dziwnie i pod prąd ta przeprowadzka. Dla nas miała sens, ale chyba tylko dla nas. Tu jest tak samo jak tam – do pewnego stopnia. Multikino, mackdolandsy, megasklepy, konsumpcja, kredyty, fryty i nagetsy, plastik, made in china i masówka. Wygoda jest, jak ktoś chce/nie może inaczej. 
Lecz dalej jest Polska ta, która różni. I o tę różnicę tu chodzi. 
O znajomość i akceptację pewnych tradycji i kultury. Wcale nie lepszych, czy gorszych, bo nie o porównywanie tu chodzi. Tradycji znajomych, zakorzenionych, takich od których ciepło się robi na sercu - tak po prostu.

O wspólną przeszłość, tę daleką też, ale przede wszystkim tę nieodległą, prywatną - o dzieciństwo, wspomnienia. O codzienność bliską sercu: sposób bycia, ubiór, estetykę, jedzenie, sposób wypowiadania się, język, historię, literaturę, sport, film. O sposób spędzania czasu wolnego, wystrój domu, architekturę miast, krajobraz, wychowanie dzieci. Takie tam. 
Te rzeczy stają się ważne, kiedy je tracisz.

Jednym udaje
się zaakceptować i polubić nowe nawyki, innych uciska ta inność i/lub dowolność(!). Jedni mają jeszcze wybór, inni wyboru już mieć nie mogą. Bo rodzina, bo praca, bo życie tam, bo obawy, hipoteki, bo stereotypy. Że są rzeczy ważniejsze niż sposób trzymania noża i widelca przy obiedzie? A pewnie, że są. Kluczem do szczęścia emigranta jest chyba umiejętność pogodzenia się z byciem w konflikcie z tym, jak zostało się wychowanym, tak ja to widzę po dwunastu latach. Bo to gdzieś tam głęboko w nas siedzi. I knuje, i porównuje, i przypomina o sobie w najmniej oczekiwanym momencie :(  
Nam widać brakło tej umiejętności kompromisu na dłuższą metę. 
Przykładem posłużę żeby nie było, że teoretyzuję z nadęciem: jadłospis dziecka w przedszkolu. Polska – kapuśniak, klopsy, żurek, surówka, pierogi, naleśniki, jarzynowa. Stany: kanapka, pizza, hot dog, owoce w syropie z puszki. To już nawet nie chodzi, czy zdrowe, czy niezdrowe bo można się spierać, czy klopsiki w gęstym sosie to rzeczywiście dobra alternatywa. Chodzi o to, że znajome, swojskie, znane. Mówcie mi ograniczona, ale ja na co dzień wolę nasze kasze :) 
Nadal nie wiem, jak wytłumaczyć się z tego powrotu, najchętniej w ogóle bym tego nie robiła. Czuję, że nieważne, co powiem i tak nikt mi nie uwierzy – bo tak lepiej, błogosławiony niech będzie mechanizm wyparcia. Kończę niniejszym, o wyrozumiałość prosząc emigrantów ostałych na emigracji, chwała Wam za to, że wytrwaliście :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...