piątek, 3 października 2014

Wenecja, Włochy


Ostatni tydzień września spędziliśmy na Istrii w Chorwacji. Korzystając z niewielkiej odległości dzielącej nas od Wenecji, wybraliśmy się do miasta na wyspach w piątek 26 września. Jak się okazało, był to dzień, w którym do Wenecji, na ślub roku, zjechali także państwo młodzi: George Clooney i Alama Alamuddin oraz ich goście.

Kiedy następnego dnia dodałam rodzinne zdjęcia z Wenecji na swój profil facebook'owy, koleżanka lepiej zorientowana w sprawach sercowych amantów wielkiego kina zapytała, czy byliśmy zaproszeni do Wenecji na ślub George'a i Alamy. Niezłe poczucie humoru ma dziewczyna :)

Ale kiedy chwilę potem otworzyłam gazetę i zobaczyłam zdjęcia szpakowatego George'a Clonney z narzeczoną na motorówce w Wenecji, rzuciłam ponownie okiem na facebookowe zdjęcia mojej piątki, porównałam, spojrzałam raz jeszcze i wiecie co? Doszłam do wniosku, że mam całkiem przystojnego prywatnego 'George'a' na stanie od lat i spokojnie mogłabym Go podmienić na okładce czasopisma jako amanta filmowego :)

Więc nie, nie byliśmy zaproszeni na [kolejny] ślub najprzystojniejszego mężczyzny świata ale Wenecja, oprócz zachwytu nad miastem, jaki nam podarowała, okazała się także miejscem, w którym romantyczny nastrój udzielił się i mnie, i w którym mąż jakoś szczególnie ładnie mi się komponował :)

A Wenecja sama w sobie też piękna, prawda?



















wtorek, 30 września 2014

Baton

Jadąc na wakacje parę dni temu pomyślałam, że po powrocie muszę Mu zrobić więcej zdjęć a nie ciągle tylko te koty... Nie zdążyłam. Baton odszedł we śnie, spokojnie i bezproblemowo. Jak to zwykle On. Mój mądry, kochany przyjaciel. 

Wczoraj zrobiliśmy Mu pogrzeb, dzieciaki narysowały laurki, zebraliśmy kwiaty z naszego ogrodu i położyliśmy na grobie. A ja co spojrzę na Jego zdjęcie, ryczę jak bóbr. Kochane psisko, nic i nikt Go nie zastąpi. Przeżył z nami tak wiele, a jednak mam wrażenie, że odszedł przedwcześnie.

(2004-2014)



piątek, 19 września 2014

Biebrzański Park Narodowy


Dzień był pochmurny, co chwila z nieba siąpił kapuśniaczek, w Biebrzańskim Parku Narodowym byliśmy więc sami. Pod koniec spotkaliśmy tylko parę zwiedzających, zaraz na dzikami. Zagrodą z dzikami, oczywiście :)  Do przejścia mieliśmy kilka kilometrów i z perspektywy widzę, że lepiej byłoby wybrać się tam na rowerach, w pogodniejszy dzień. Ścieżki są przejezdne, na niektórych jednak wystają sporych rozmiarów korzenie drzew, te nadają się raczej dla wędrówek pieszych.

Miejsce pod koniec sierpnia atrakcyjne ze względu na przyrodę i naturalność terenu, ale ciekawiej tam zapewne wiosną ze względu na ptaki. O tej porze mało który jeszcze w parku pozostał.

Dzieciaki nie narzekały na wędrówkę ale był to też dzień bez fajerwerków. Ot, taki żeby w domu nie siedzieć jak pogoda nie sprzyja. Przeszliśmy, wróciliśmy, odznakę parku nabyliśmy :) 





środa, 17 września 2014

Wigierski Park Narodowy






Do Biebrzańskiego nie wzięliśmy rowerów [błąd] ale do Wigierskiego już tak [poniekąd też błąd].

Droga do Wigierskiego Parku Narodowego w okolice Suwałk nie należała do przyjemnych. Ciężarówka pędzi tam za ciężarówką, wystani na granicach kierowcy spieszą do celu, a turyści na wakacjach zdają się niepotrzebnie zawadzać na drodze. Na szczęście co krok widać budowę nowych dróg i obwodnic, za rok, dwa powinno się tamtędy o wiele spokojniej jeździć. Oby.

Zaparkowaliśmy tuż za Suwałkami w miejscowości Krzywe (parking z oznakowanym wejściem do parku przy trasie 653) i wyruszyliśmy na wyprawę czerwonym szlakiem. Szybko się pogubiliśmy i robiąc małe kółko wjechaliśmy na żółty, potem wróciliśmy na czerwony i zajechaliśmy nim aż do Starego Folwarku nad Jezioro Wigry. 

Zwiedziliśmy nawet nie jedną trzecią parku a i tak przejażdżka zajęła nam kilka ładnych godzin. Park jest olbrzymi, składają się na niego większe i mniejsze osady, wsie, jeziora, piękne lasy i pola uprawne. Największym zaskoczeniem była różnica terenu. Wzniesienia niby niewielkie ale w rowerkach bez przerzutek nie do pokonania w piachu lub/i błocie. Trojaczki dużo prowadziły rowery, my z nimi też, na koniec wyprawy dzieci były wymęczone i brudne; wycieczka nie należała do łatwych ze względu na ukształtowanie terenu i błoto zalegające gdzieniegdzie na ścieżkach w terenie zalesionym. Za to widoki cieszyły ogromnie. Dla dorosłych rowerzystów piękne miejsce, dla dzieci też jeśli zaopatrzyć je w rowery z przerzutkami (z których umieją korzystać) lub wybrać się na małą wycieczkę pieszą. Można też dojechać w wiele widokowych miejsc w parku samochodem.





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...