niedziela, 19 stycznia 2020

Pudła, projekty, przeloty, przeprowadzki i po pachy pakowania [Wspomnienia]


Z serii "Wspomnienia" | 1 marca 2010 
 
Znowu mnie zaskoczył.

Na hasło przeprowadzamy się, przytargał na piętro trzy kartony, wybebeszył zawartość szafy i spakował swój pokój w godzinę. Potem przeniósł się na dół, powrzucał byle jak, byle gdzie wszystkie książki, zabawki, zakleił, usiadł na pudłach i czeka.


Także jakby co, nasz Kuba-podóżnik
gotów już do drogi. Tak mniej więcej od dwóch tygodni.  

Łaskawie wydostaje po jednej zabawce i pozwala rodzeństwu i sobie na skromną zabawę. Książki też wydziela, mają być spakowane i już.

Operacja pakowanie trwa. Przy pudle numer 100, myślę, złapię oddech.

Prócz hurto-pudłowania, mamy też trochę zajęć z szukaniem nowego lokum, planowaniem podróży dla psa i załatwianiem trzech tysięcy świstków, jakich Unia wymaga przed wpuszczeniem do siebie zapchlonego wilczura ze zgniłego zachodu. Mąż leci z psem [pies z mężem?]. Dzień po przeprowadzce. Szczęśliwie od męża nie żąda się badań pod kątem wścieklizny tudzież innych schorzeń.

A na miejscu w Krakowie trwają prace nad planami wykończenia nowego domu. Projektuje zdolna pani Ewa, architekt wnętrz, my tylko podsyłamy pomysły. I tu znów wykazał się Młody. Kilka dni temu po odczytaniu jednej bajki na dobranoc (tylko jedną udało mi się wycyganić od Niego z zapakowanego pudła), opowiadałam Mu o nowym domu, o tym jak pani Ewa planuje jak będzie wyglądała kuchnia, łazienki.

Kiedy doszliśmy w planach do Jego pokoju, okazało się, że tam pani architekt nie będzie miała wiele do zrobienia. Albowiem plan już jest. A nawet cały projekt!

Mały rozrysował mi na kartce jakie i gdzie mają być półki [czerwone], szafki [czerwone], dywan [czerwony], łóżko [czerwone]. A ściany to Kubuś chciałby mieć koloru czerwonego. A na pytanie czy może coś na tych ścianach, jakiś wzorek czy coś, usłyszałam, że owszem, ściany Jego pokoju będą wyklejone… muchami. Nie wiem tylko czy czerwonymi.

I zapomniałam jeszcze uzgodnić, o jakie muchy tu chodzi. Bo jeśli o takie w stanie nieuporządkowanym, żeby nie powiedzieć – rochlastanym, to wzorek da się zrobić dość łatwo ;)



sobota, 11 stycznia 2020

Praca czy dom? [Wspomnienia]

Z serii "Wspomnienia" | 6 maja 2010
Zeszły wtorek, czternasta z minutami, piaskownica, plac zabaw. Słońce, spokój, cisza. Zestaw łopatek, kilka wiaderek, dwie ciężarówki do ładowania piasku. Aparat, dzieci i ja. 

Pół roku temu o czternastej we wtorki ciagnęłam za sobą nogami na cotygodniowe zebrania wydziałowe. Dwugodzinne. Nudne. Jasne – czegoś nowego zawsze się na nich dowiedziałam, nie przeczę. Lecz o wiele lepiej czuję się teraz, ucząc się nowych rzeczy o życiu i dzieciach we wtorki o czternastej. Jest mi po prostu: dobrze. 
 
http://grolewski.com/blog/small/kuba-lisc1.jpg

Czy żałuję, że nie rzuciłam pracy wcześniej? Ani troszeczkę. Po pierwsze, osiągnęłam tam dużo, po drugie mam dzięki pracy odniesienie i jestem w tej komfortowej sytuacji, że wiem z doświadczenia jak to jest pracować zawodowo z małym dzieckiem na dwóch etatach plus dom. A potem z czwórką małych dzieci już tylko na jednym, od ósmej do siedemnastej. Plus dom, naturalnie.  
 

 
Teraz wiem także, jak to jest nie pracować zawodowo i być w domu z dziećmi. I wierzcie mi, dziewczyny, to są wakacje! Pracy i stresu jest dużo, ale jest tego, jak by nie patrzeć, o jeden etat mniej… Ten zawodowy. 
Nie bijcie, nie krzyczcie, że gadam głupoty! Wiem, że to temat-rzeka i ile matek, tyle punktów widzenia na temat siedzenia w domu. I że nie dla każdej mamy bycie w domu jest dobrym rozwiązaniem. Mam wątpliwości, czy dla mnie trzy albo cztery lata temu byłoby ono dobrym. Z wielu powodów, między innymi z takiego, że się… bałam. Same szerzymy mit matek-frustratek o tym, jakie to poświęcenie i ciężka praca siedzieć w domu z dziećmi/ckiem. Bo rutyna, niedocenienie, nuda, nerwy, wieczne zmęczenie… Taaaa, a w pracy zawodowej nuda, rutyna, zmęczenie, stres i niedocenienie to przecież niespotykane rzeczy. Jasne ;)
Odważę się na własny użytek postawić tezę, że aby docenić siedzenie w domu, trzeba przez długi czas w nim nie siedzieć. Choć to oczywiście tylko moje subiektywne zdanie.

http://grolewski.com/blog/small/w_piaskownicy_kwiecien2010-4.jpg

I niezmiernie się cieszę, że zdążyłam z tą decyzją. Że nie przegapiłam tych kapelusików na prawie półtorarocznych główkach i najróżniejszych "skarbów" wynajdywanych wszędzie przez czterolatka. A także, że nie przegapiłam siebie samej. Innej, wyciszonej, spełnionej w roli Po Prostu- i Aż-Mamy.   
Polecam tym, które boją się odważyć!
http://grolewski.com/blog/small/kuba%20june%2007.jpg

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...